Libuski przekręt

10 lutego, 2021

Przez cały sierpień i wrzesień 1899 roku wszystkie najważniejsze dzienniki na świecie relacjonowały wydarzenia z paryskiej Rue de Chabrol. W mieszczącej się przy niej, pod numerem 51 redakcji gazety „L’Antijuif”, zabarykadowało się 12 uzbrojonych mężczyzn, którymi dowodził właściciel pisma Jules Guerin. Arsenałem zgromadzonym z redakcji miano wyposażyć antyrepublikańskich rebeliantów, którzy jak opisywano, ruszyć mieli na pałac elizejski. Na ulice Paryża skierowano wojsko, które rozpoczęło pasywne oblężenie budynku redakcji, który najpierw przez ludność, a potem i prasę, nazwany został „Fortem Chabor”. Sprawa ta naturalnie miała podłoże społeczno-polityczne, a jej geneza sięga do Afery Dreyfusa, kiedy to w 1894 roku spreparowano dowody przeciw oficerowi armii francuskiej pochodzenia żydowskiego Alfredowi Dreyfusowi, który oskarżony został o zdradę na rzecz Niemiec. Ujawnienie skandalu podzieliło społeczeństwo francuskie na dreyfusistów i antydreyfusistów, sama afera znalazła odbicie w kulturze – Marcel Proust podjął temat w cyklu pt. „W poszukiwaniu straconego czasu”, a przeszło wiek później stała się ona jednym z wątków powieści Umberta Eco „Cmentarz w Pradze”. Wówczas wypłynęła Liga Antysemicka, której twórcą był wspomniany wyżej Jules Guerin. W czasie rozruchów pod koniec XIX wieku stał się on jedną z najbardziej rozpoznawanych  postaci nie tyle Paryża, co i całej Francji. Jego działalności przyglądały się francuskie służby, żandarmeria i wojsko. Podobno finansowany był przez hrabiego Paryża – Filipa Orleańskiego, wnuka Filipa Ludwika I, ostatniego monarchy Francji  z rodu Burbonów. O działalności politycznej Guriena można by pisać wiele, jednak Paryż to nie Galicja…

chabrol_3
Wycinek prasowy z czasów oblężenia Fort Chabor

Ten sam Jules Guerin,  na  początku 1887 roku jako dwudziestosześcioletni młodzieniec przybył do królestwa Galicji ściągnięty licznymi informacjami o panującej w niej naftowej gorączce. Dobrze wiedział, jaki potencjał niesie rozwijający się w szybkim tempie przemysł paliwowy, gdyż jego ojciec był między innymi projektantem pierwszej w Hiszpanii sieci, dostarczającej gaz do madryckich fabryk. Przed wyjazdem do Galicji powołał przedsiębiorstwo „Sociéte Jules Guerin et Compagnie”  z siedzibą w Paryżu.  Za swój cel obrał zagłębie gorlickie, stanowiące wówczas jeden z najważniejszych i największych ośrodków wydobycia i przetwórstwa ropy naftowej na świecie. Jego przyjazd zbiegł się w czasie z wystawieniem na sprzedaż przez hrabiego Adama Skrzyńskiego majątku ziemskiego w Libuszy pod Bieczem, w skład którego obok dworu i folwarku, wchodziły również pola naftowe. Lokalizacja pod planowany biznes wydawała się wręcz idealna – dosłownie „za płotem” wystawionego na sprzedaż dworu znajdowała się prężnie działająca rafineria Skrzyńskiego, położona w pobliżu niedawno otwartej linii kolei transwersalnej. Dodatkowo, w okolicy znajdowało się wiele większych lub mniejszych fabryk, manufaktur czy kuźni wytwarzających cały wachlarz oprzyrządowania koniecznego do wydobycia ropy.   Wybór Guerina padł w związku z tym na Libuszę.  Transakcji dokonano w pałacu w Zagórzanach, w którym od 1885 roku rezydował hrabia Skrzyński. Guerin zaproponował za Libuszę 300 tysięcy franków, co było ceną zawyżoną – i to sporo. Skrzyński nie mógł nie ulec takiej propozycji, tym bardziej, że młody przedsiębiorca zaoferował 50 tysięcy franków gotówką, jako pierwszą ratę.

Jules Guerin zamieszkał w dworku w Libuszy i działalność rozpoczął od jego wyposażenia. Z reszty otrzymanego kredytu sprowadził do Libuszy ekskluzywne meble, orientalne dywany i inne ozdoby, o których okoliczne hrabiostwo mogło sobie tylko pomarzyć.  Pomagał mu w tym jego pierwszy galicyjski kontrahent – Juliusz Epstein, bankowiec i właściciel  huty żelaza w Borku Fałęckim pod Krakowem, którego Guerin systematycznie odwiedzał. Epstein pośredniczył między innymi w sprowadzeniu z Paryża wykwintnych zastaw ze srebra i mebli.   Po kilkunastu tygodniach, wnętrza dworu w Libuszy, którego początki sięgały jeszcze XVI wieku, przybrały nową szatę. Nowy właściciel nazwał dwór „Palais du Guerin”. Jules Guerin lśnił w okolicy. Ekskluzywność nowej siedziby wraz ze światowością przedsiębiorcy, na tyle oczarowała lokalnych inwestorów, że nie musiał już mozolnie zdobywać mandatu zaufania, poprzez wykazywanie rentowności swej firmy. Z ich perspektywy ten biznes nie mógł się nie udać, tym bardziej, że posiadał on roponośne tereny.

Jules_Guérin
Jules Guerin około 1890 roku

Późną wiosną 1887 roku rozpoczęto wiercenia w Libuszy nowatorskim, jak na ówczesne czasy, systemem kanadyjskim. Pola naftowe Guerina zapełniły się wieżami wiertniczymi, do których z wkładu uzyskanego przez inwestorów zakupił w fabryce Williama McGarveya w Gliniku Mariampolskim całe konieczne oprzyrządowanie. Jego sława w Galicji rosła, co naturalnie przysparzało mu nowych inwestorów. Ich naiwność jednak też miała pewne granice i po kilku miesiącach przedstawiania im oszołamiających wyników finansowych spółki, część z nich zaczęła domagać się profitów od zainwestowanego kapitału. Nie trwało to długo, gdyż pewnego dnia Guerin znikł… uprzednio wysyłając koleją do Paryża całe wyposażenie dworu i wszystkie inne cenne rzeczy, które pomieściły się w wagonach.

Exif JPEG
Dworek w Libuszy – „Palais du Guerin”

Galicję obleciał blady strach, gdyż wielu zainwestowało w „Sociéte Jules Guerin et Compagnie” mniejsze czy większe sumy. Najbardziej poszkodowanym stał się Epstein, który jak się okazało, cześć kredytów, w ramach przyjacielskiej przysługi, wziął na siebie.
W ekspresowym tempie po okolicy rozeszły się plotki, że przedsięwzięcie Guerina od samego początku było wielką blagą, dokładnie zaplanowanym oszustwem. Do Libuszy przyjechało kilku kontrahentów, którzy z przerażeniem stwierdzili, że najgłębszy wywiercony otwór miał… niespełna 30 metrów, kiedy w tym samym czasie w innych miejscach, systemem kanadyjskim osiągano odwierty głębokości jednego kilometra. Natychmiast zaczęto słać do siedziby paryskiej spółki ponaglenia do zapłaty, grożono sprawami sądowym. Nie pozostały one bez odpowiedzi. Galicyjscy wspólnicy otrzymali informacje, że księgi spółki spłonęły w czasie pożaru, przez co niemożliwym jest ustalenie w takiej sytuacji poszczególnych zobowiązań finansowych, a za tym – również ich uregulowanie. Libusza wróciła do Skrzyńskiego, natomiast pogrążona we wstydzie Galicja, wyparła z pamięci postać Guerina do tego stopnia, iż niniejszy szkic jest pierwszym (w języku polskim) od 118 lat nawiązującym do „libuskiego przekrętu”.

Po aresztowaniu Jules Guerin został skazany na 10 lat więzienia. Po wcześniejszym zwolnieniu nadal prowadził swą działalność polityczną i publicystyczną. Zmarł w Paryżu  10 lutego 1910 roku i pochowany został na cmentarzu Montmartre. Według relacji jego rodziny w pogrzebie uczestniczył sam Marcel Proust.

Damian Nowak (Biecz)