Czermak

4 lutego, 2026

Co ma Biecz wspólnego z Faustem, albo inaczej – co ma wspólnego Faust z Bieczem? Ano ma. A historia wiąże się z rodziną Czermaków, a konkretniej – z Józefem Czermakiem. Ale od początku. Opowieść rozpoczynamy się od Leopolda Czermaka.

Leopold Czermak urodził się 20 września 1812 roku w Nadwórnej, w cyrkule stanisławowskim, jako syn Franciszka Czermaka i Anny z domu Strasser. Jego kariera urzędnicza przebiegała w strukturach galicyjskiej administracji: w latach 1846-1847 był praktykantem-koncepcistą w Gubernium we Lwowie, od 1849 roku komisarzem przy Urzędzie Cyrkularnym w Samborze (dla Turki), następnie w latach 1851-1852 pełnił analogiczną funkcję w Tarnopolu, w latach 1853-1854 w Przemyślu, po czym awansował na naczelnika Urzędu Powiatowego w Kamionce Strumiłłowej (1855-1856). Stamtąd, jeszcze pod koniec 1856 roku, został skierowany do Biecza na stanowisko naczelnika powołanego w 1855 roku mieszanego urzędu sądowo-powiatowego. Funkcję tę sprawował przez pięć kolejnych lat, do 1861 roku. Jego przeniesienie z Biecza wiązano z konfliktem, w jaki popadł z lokalnym środowiskiem politycznym i częścią duchowieństwa, zwłaszcza w kontekście wyborów do Sejmu Krajowego, w których znacząca część lokalnych elit popierała Karola Rogawskiego. W 1861 roku Czermak został ponownie mianowany naczelnikiem powiatu w Kamionce Strumiłłowej, gdzie zmarł 1 października 1865 roku i gdzie został pochowany. Z małżeństwa z Marią Andrzejowską, córką Piotra Andrzejowskiego – starosty cyrkułu złoczowskiego – miał dwoje dzieci: Józefa Mikołaja (ur. 6 grudnia 1856 roku w Bieczu) oraz Karola Juliana (ur. 1862, zm. 1862).

Podczas służby Leopolda w Bieczu, urodził się jego syn, Józef Mikołaj Czermak, którego działalność po latach sprawiła, że nazwisko rodziny weszło do historii polskich przekładów Goethego. Józef Czermak dorastał w Bieczu, w latach 1877-1881 studiował prawo na Uniwersytecie Lwowskim. Doktorat z prawa obronił 21 lipca 1885 roku na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jego kariera zawodowa przebiegała w ramach korporacji notarialnej: 18 sierpnia 1882 roku został przyjęty do Stowarzyszenia Notariuszy we Lwowie podczas walnego zebrania w ratuszu lwowskim, a w kolejnych latach pracował najpierw w Zaleszczykach, po czym od 1900 roku jako notariusz w Jaworznie. Po złożeniu 30 maja 1900 roku przysięgi przewidzianej dla notariuszy, C.K. Sąd Krajowy Wyższy w Krakowie oficjalnie upoważnił go do objęcia tamtejszego urzędu. Zmarł 27 maja 1903 roku w wieku 44 lat, ciesząc się – jak podkreślała prasa – znaczną sympatią mieszkańców, zarówno ze względu na kompetencje zawodowe, jak i zainteresowania literackie.

To właśnie działalność literacka, choć poboczna wobec pracy prawniczej, wprowadziła Józefa Czermaka do historii recepcji „Fausta” w Polsce. W 1896 roku we Lwowie ukazał się jego przekład pierwszej części dramatu: „Faust” – Tłum. Józef Czermak. Nakładem Księgarni Polskiej, Lwów 1896, 242 s. Czermak zadedykował swoją pracę Juliuszowi Tennerowi (ur. 1861, Lwów, zm. 1922, tamże, teoretyk literatury, tłumacz) – „na pamiątkę chwil wspólnie nad tą pracą spędzonych”.

Jego tłumaczenie wpisało się w długą tradycję polskich przekładów „Fausta”, rozwijaną od 1844 roku, kiedy to ukazała się pierwsza pełna część przetłumaczona przez Walickiego. Czermak należał do generacji tłumaczy drugiej połowy XIX wieku, obok Jezierskiego, Jenikego czy Paszkowskiego. Krytycy literaccy epoki różnie oceniali te przekłady: wskazywano m.in. na trudności związane z polską wersyfikacją oraz specyfiką rymowanej prozy, którą posługiwał się Czermak. Jakób Rollauer, analizując dziewiętnastowieczne przekłady, akcentował ich niedoskonałości, ale jednocześnie podkreślał, że wszystkie były wynikiem silnej, indywidualnej pasji tłumaczy, do których należał również Czermak. Zjawisko tłumaczenia „Fausta” przez osoby niezwiązane zawodowo z literaturą – lekarzy, inżynierów, architektów czy, jak w tym przypadku, prawników – świadczyło o szerokim oddziaływaniu dzieła Goethego oraz o roli, jaką pełniło ono w kulturze inteligenckiej XIX wieku.

Za każdym razem, kiedy jestem na Cmentarzu Rakowickim, zachodzę do Czermaka by od Biecza świeczkę woskową zapalić.

Mefistofeles:

Dzięki Ci, Panie, bo umarłym ciszy
staram się nie zakłócać, do grobów nie złażę;
jestem jak kot, co zdechłej nie dotyka myszy –
słowem – lubię zażywne kształty, pulchne twarze.